Autor: Dagmara Kraj -Kwiecińska 

 BAJKI  O JEŻYKU  HORACYM  –  OPOWIEŚCI  Z TĘCZOWEJ  DOLINY

1)    „JEZYK I UCIEKAJĄCE KRZESŁO”

W domu u jeżyka Horacego było ciche popołudnie. Brzuchaty budzik stał sobie wygodnie na kominku i cichutko mruczał tik-tak, tik-tak, tik-tak, Horacy usadowił się wygodnie w fotelu i czytał ulubioną książkę o odważnych piratach, a mama gotowała w kuchni powidła śliwkowe i nuciła sobie jakąś wesołą melodyjkę.

Nagle przypomniała o czymś sobie. Zawołała Horacego do kuchni i opowiedziała mu o kłopotach, jakie dzisiaj sprawiło jej  jedno z krzeseł. Stało sobie to niegrzeczne krzesło w dużym pokoju,  i nikt nie mógł na nim usiąść.

Jeżyka bardzo ta historia zainteresowała i był ciekawy jak się zakończyła.

 Okazało się, że gdy przyszła dzisiaj do mamy sąsiadka, pani Borsukowa i chciała sobie odpocząć na tym właśnie krześle, to ono się nagle odsunęło i biedna pani Borsukowa upadła z hukiem na podłogę. Po chwili słychać tylko było jego złośliwy chichocik – opowiadała mama.

– Horacy, trzeba by je zabrać do pana Deseczki, naszego stolarza, innego sposobu nie ma. Poszedłbyś synku? – poprosiła.

– Dobrze. – powiedział Horacy – A myślisz, że mi się uda je tam zabrać?

Mama chwilę pomyślała, ale Horacy wpadł a fajny pomysł. Pomyślał sobie, żeby najpierw spróbować na nim usiąść. I tak zrobił. Zbliżył się do tego niesfornego krzesła i szybko na nim usiadł. Nie trwało jednak długo, gdy krzesło podskoczyło w górę jak koń i czym prędzej zrzuciło Horacego na podłogę.

– Widzisz – powiedziała mama – tak właśnie dzisiaj upadła na podłogę nasza sąsiadka.

– Mamo, może ono jest po prostu nieszczęśliwe ? – zapytał Horacy.

–To możliwe, ale zabierz je czym prędzej do pana Deseczki, on przecież naprawił już wiele takich przedmiotów – westchnęła mama.

–Dobrze, ale wiesz co – dodał ciszej – lepiej, żeby ono nie wiedziało, że mam taki zamiar, bo może nam zwiać –powiedział Horacy szeptem i uśmiechnął się.

Pani Jeżykowa też się uśmiechnęła do swojego mądrego synka, pogłaskała go po policzku a potem czule potargała jego czuprynkę.

–Masz rację, mój mądrasku, chwyć je pod pachę i trzymaj mocno, to niedaleko – poradziła, po czym wróciła do kuchni piec dalej ulubione przez wszystkich imbirowe ciasteczka z rodzynkami. Nadszedł bowiem długo oczekiwany przez mieszkańców pierwszy dzień jesieni. A jesienią działo się w Tęczowej Dolinie bardzo wiele i dorośli z dziećmi  czekali niecierpliwie na nadejście tej kolorowej, pachnącej kasztanami pory roku.

Horacy ubrał się i szybko, chwycił niegrzeczne krzesło i mocno trzymając je poszedł do stolarza. Opowiedział panu Deseczce o zachowaniu się krzesła i obiecał wrócić za dwa dni. Przyszedł po dwóch dniach, ale krzesło nadal było naburmuszone. Pan Deseczka nie znał niestety przyczyny takiego zachowania. 

Jeżykowi wpadł nagle pewien pomysł do głowy, więc głośno spytał stolarza – A może by mu tak podpiłować nogi?  Przestanie wtedy łobuzować. – Czy to dobry pomysł?

– Nie wiem sam – odpowiedział równie głośno pan Deseczka drapiąc się po głowie.  – Ale może by je tak przemalować na różowo w zielone kropki?

– Albo na czerwono w czarną kratkę – żartował sobie dalej Horacy śmiejąc się wesoło.

Rozmawiając tak siedzieli sobie niedaleko niesfornego krzesła w warsztacie stolarskim, a ono gniewnie pomrukiwało zerkając w ich stronę co chwila. Krzesło myślało sobie– Co to za pomysły, żeby mi podcinać nogi albo malować na RÓŻOWO! A do tego w KROPKI!!!! Pomysły Horacego i stolarza wcale mu się nie spodobały 

Tymczasem oni mieli ciągle bardziej zwariowane pomysły.

 Nagle Horacy poczuł, że ktoś go głaszcze po głowie. Odwrócił się i zdumiony zobaczył, że to krzesło klepie go przyjaźnie po głowie swoją wyciągniętą skądś dłuuugą drewnianą ręką.

– Chcę do domu – powiedziało krzesło po prostu płaczliwym głosem. – Chciałem, żeby ludzie, którzy na mnie siadają, byli dla mnie mili i mi dziękowali za to, że sobie na mnie odpoczęli. A wszyscy tylko wstają, nic nie mówią, nie dosuwają mnie do stołu, żebym sobie mógł z nim pogadać i idą sobie gdzieś. A to nieładnie – powiedziało krzesło na koniec.

 Horacy był zdziwiony, że krzesło było naprawdę nieszczęśliwe, ale jeszcze bardziej nie mógł się nadziwić, że miało ono taką długą jak makaron spaghetti  rękę, i że była ona miła w dotyku. Nigdy by nie pomyślał, że krzesła mają ręce. A Wy – wiedzieliście o tym?

 – Hm, mruknął Horacy – Rozumiem Cię dobrze – powiedział cicho do krzesła.

 Podziękował panu Deseczce za pomoc, znowu wziął krzesło pod pachę (teraz ono też trochę się uśmiechało)  i powiedział do niego wesoło – No to chodźmy do domu.

 Jutro opowiem o tym Dobrusi, postanowił sobie, i ciekawe, czy mi uwierzy…, zastanawiał się. I poszli.